Czytam sobie książki

środa, 28 grudnia 2011

Kobieta bez twarzy - Anna Fryczkowska


Kryminał rozgrywający się współcześnie na polskiej wsi. Hanna Cudny, matka dwojga dzieci powraca do rodzinnej wsi (właściwie wsi gdzie spędzała coroczne wakacje). Ona i jej dzieci, 10 letnia Michalina oraz 13 letni Maks, uciekają z miasta po tragicznej śmierci ojca. Mąż Hanny popełnił samobójstwo skacząc z okna w ich mieszkaniu. Wszyscy są odrętwieli po tym traumatycznym przeżyciu i dlatego Hanna ma nadzieję, że przeprowadzka na wieś i objęcie tam posady nauczycielki angielskiego, jakoś pomoże stanąć rodzinie z powrotem na nogi. Wynajmuje połowę opuszczonego domu i ma nadzieję na rozpoczęcie nowego życia.
Niestety nic nie idzie tak jak powinno. Syn nie może pogodzić się z wyprowadzką z miasta i zaczyna stwarzać problemy wychowawcze. Hanna też czuje się tu obco. Dzieci, z którymi kiedyś ganiała po łąkach, teraz są obcymi ludźmi, czasem przerażającymi. Wydaje się, że tylko Michalina jakoś odnajduje się w nowym miejscu nawet pomimo tego, że pewnego dnia znajduje topielca w stawie. Nie wiem co skłania Hannę do rozpoczęcia własnego śledztwa. Może to, że chce skupić uwagę na czymś innym niż na własnej tragedii. A może po prostu nie może przejść obojętnie obok kolejnych dziwnych zdarzeń jak np. zniknięcie w tym samym czasie obojga rodziców jej ucznia. Zaczyna zadawać pytania. I jak można się domyślić zaczyna burzyć spokój wsi i jej mieszkańców. Tym samym ściąga na siebie i własne dzieci ogromne niebezpieczeństwo.

Brakowało mi takiego kryminału i cieszę się, że przeczytałam tę książkę. Bardzo podobało mi się to, że narracja została podzielona pomiędzy matkę i córkę. Mogłabym czepiać się, że tempo książki jest trochę nie równe (akcja nabiera przyspieszenia dopiero w drugiej połowie książki). ale to tylko dlatego, że po tylu zachwytach nad książką człowiek oczekuje fajerwerków.

czwartek, 22 grudnia 2011

O, choinka! Czyli jak przetrwać Święta - opowiadania pisarzy zrzeszonych w klubie Tfórca.


O, choinka! to zbiór 22 opowiadań różnych pisarzy. Jak łatwo się domyślić tematyka kręci się wokół Świąt Bożego Narodzenia. Każde opowiadanie jest inne, tak jak różni są autorzy tych opowiadań. Są tu całkiem przerażające wizje Świąt jak i te ckliwe, słodkie i urocze.  Czytając te opowieści, co chwila byłam pewna, że właśnie dotarłam do tego najlepszego i mojego ulubionego. A skąd! Kilka stron dalej było kolejne najlepsze i ulubione. Podobało mi w to, że w każdym z opowiadań nie można było przewidzieć zakończenia. Czasem było jak z horroru a innym razem płaczliwie i wzruszająco. Moje ulubione to „wigilijny K.”, który otwiera ten tomik z wielkim hukiem (szok, zdziwienie, śmiech) oraz „opowieść wigilijna, czyli Święta nie istnieją” (słodko i uroczo).
Książka jest w formie pdf i jest do pobrania za darmo na stronie o-choinka.pl
Bardzo dziękuję za ten świąteczny prezent. Bardzo mi się podobało.

wtorek, 20 grudnia 2011

Mój romans z diabłem w tle - Danuta Kłosowska


Moje drugie spotkanie z twórczością Pani Kłosowskiej. Tym razem też o miłości ale trochę przewrotnie. Tytuł wprowadził mnie w błąd. Spodziewałam się romansu z tak zwanym „bad gay’em” czyli draniem ale uroczym. A tu niespodzianka.

Główną bohaterką jest sama autorka. Pewnego dnia zatrzymując się przy ulicznym straganie, ogląda różne durnostojki. I już ma odejść, kiedy jej wzrok przykuwa nieciekawa figurka diabła. Taka mała sierota wśród innych wypasionych diabłów na stoliku. Nie chce go kupować bo jest szkaradny ale .... pozostałe diabły tak go jej reklamują, że bohaterce robi się żal tej mizeroty. Przepłaca i zabiera malucha do domu. I tak zaczyna się ta historia.....
Co tu dużo pisać. Urocze.
Danuta Kłosowska posiada swoją stronę www. Wszystkie jej książki są tam dostępne za darmo (pdf). Gorąco polecam.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Granatowa krew - Wiktor Hagen


Lekki kryminał obyczajowy. Tak bym tę książkę opisała w trzech słowach. Głównym bohaterem jest komisarz policji Robert Nemhauser. Z wykształcenia historyk, z umiłowania podobno wyśmienity kucharz, mąż i ojciec wiecznie tłukących się bliźniaków Cyryla i Metodego. Robert jest inteligentny i oczytany. W swojej pracy nie stosuje przemocy, woli rozmowę. Jego partnerem jest Mario, przeciwieństwo Nemhausera. Ten o dziwo zgrany duet prowadzi śledztwo w sprawie śmierci żony znanego prezentera telewizyjnego z lat 70-tych. Wkrótce dochodzą kolejne ofiary. Wiadomo, że coś je łączy. Jakaś tajemnica z dawnych lat.

Książkę czytałam długo. Niestety nie mogę napisać, że nie mogłam się oderwać. W pewnym momencie kryminał zamienił się bardziej w powieść obyczajową. Na pierwszym planie znalazły się kombinacje Nemhausera żeby pogodzić pracę zawodową z obowiązkami rodzinnymi. Zagadka śmierci kilku osób ze świecznika rozstaje w końcu rozwikłana, ale mam wrażenie, że trochę na marginesie i jako bonus do „fascynującej opowieści” o codziennym życiu komisarza. No niestety nie zostanę fanką Roberta Nemhausera (a przynajmniej jego życia rodzinnego).

czwartek, 15 grudnia 2011

Serce wycięte w korze – Danuta Kłosowska


Jest to zbiór krótkich opowiadań o miłości. O wielu jej obliczach. Nie są to ckliwe opowiadania w typie „ja go kocham i on mnie też”. Absolutnie nie mają nic wspólnego z Harlekinami. Jak pięknie można opowiedzieć o miłości zaledwie w „kilku” zdaniach (opowiadania są na prawdę króciutkie). Można pochylić się nad psem pozostawionym zimą na opuszczonej budowie. Można hodować fiołki, przejmując się każdym zwiędniętym listkiem. Większość historii jest smutna i traktuje o odchodzeniu. Mocno ściskają za gardło. Przy kilku miałam mokre oczy. Jestem pod dużym wrażeniem.
Opowiadaniom przyświeca motto: „Wszystko, co jest podobne do miłości, jest chyba miłością”. Lepszej myśli dla tego zbioru nie mogłoby być. Piękne.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Domofon – Zygmunt Miłoszewski



Pozycja dla osób lubiących jeżący się włos i zło czające się po kątach. I choć akcja nie rozgrywa sie w opuszczonym hotelu w miejscu odciętym od świata ale na zwykłym blokowisku jakich wiele, to jest przykładem, że i tutaj można zasiać klimat rodem z „Lśnienia”. No, powiedzmy z takiego polskiego swojskiego „Lśnienia”.

Jak przystało na dobry thriller akcja Domofonu zaczyna się całkiem niewinnie. Młode Małżeństwo Agnieszka i Robert Łazarkowie właśnie sprowadzają się do niewielkiego mieszkanka z drugiej ręki na warszawskim Bródnie. Wprowadzkę co prawda zakłóca odnalezienie przy windzie zwłok młodego chłopaka no ale cóż... zdarza się. Policja ustala, że chłopak zginął, gdy próbował wydostać się z windy pomiędzy piętrami. Zdziwienie budzi jedynie fakt, że wygląda na to jakby coś w windzie śmiertelnie go wystraszyło. Tymczasem sąsiadka Agnieszki, pożyczając jej klucze do piwnicy, udziela jej rady żeby lepiej do niej nie schodziła. Ten blok wydaje się dziwny... Będziemy wędrować po piętrach wraz z trójka głównych bohaterów: Agnieszką oraz zmagającym się z chorobą alkoholową Wiktorem oraz nastoletnim Kamilem.
No cóż, książka spełnia swoje zadanie, trzyma w napięciu a dodatek ma bardzo dobre dialogi i sporo jak na horror (chyba) humoru. Postaci są bardzo charakterystyczne i zapadające w pamięć. Nawet te drugoplanowe.  Medal ode mnie za scenę z Agnieszką w windzie - na prawdę poczułam jak włosy stają mi dęba :-) Polecam

czwartek, 1 grudnia 2011

Jak z obrazka - Jodi Picoult

Akcja książki zaczyna się bardzo interesująco. Główna bohaterka Cassie Barrett budzi się na cmentarzu w Los Angeles i nie wie kim jest. Nie wie skąd się tam wzięła a nawet jak ma na imię. Wybiega przed cmentarz i tam wpada na Willa. Will jest Metysem i właśnie przybył do L.A. żeby służyć na jednym z miejscowych posterunków policji. Zabiera Cassie ze sobą. Bardzo szybko okazuje się, że Cassie jest uznanym antropologiem i żoną gwiazdy Hollywood Alexa Riversa. Jeszcze nic nie pamiętając z przeszłości wraca z mężem do ich domu. W tym samym czasie poznajemy historię Willa, który nie mógł odnaleźć się środowisku Indian i wybrał życie w mieście. Cassie tym czasem stara się odnaleźć w obcym otoczeniu, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście - jest żoną Alexa bożyszcza kobiet, dla którego „jest najważniejszą osobą w życiu”. I wszystko wygląda jak z obrazka do momentu, w którym Alex bez powodu podnosi głos na swojego współpracownika a innym razem trochę zbyt mocno łapie Cassie za ramię. Cassie zaczyna zdawać sobie sprawę, że chyba podskórnie boi się tego uroczego i po uszy zakochanego w niej człowieka. Wkrótce boleśnie przekonuje się, że intuicja jej nie zawodziła.
Nie będę pisała więcej bo przecież nie chodzi o opowiedzenie tej historii. To kolejna pozycja Pani Picoult, którą pochłonęłam natychmiast. Jak zwykle historia, która targa emocjami do ostatniej strony. Tym razem to opowieść o kochaniu mimo wszystko i wybaczaniu bez względu na wszystko ale raczej w pejoratywym tego słowa znaczeniu. To opowieść o ślepej miłości w obliczu maltretowania. Wystarczy zacytować główną bohaterkę gdy po otrzymaniu kolejnego kopniaka od męża, pociesza kata słowami: „to nie Twoja wina”.
Bardzo gorąco polecam, chociażby po to żeby przekonać się czy Cassie w ogóle przeżyje taką „miłość”.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Uratuj mnie - Guillaume Musso




Kolejna pozycja Pana Musso, która wciąga od pierwszej strony. Tym razem to historia nowojorskiego lekarza Sama i francuski o imieniu Juliette. On stracił żonę. Ona nie zrobiła kariery aktorskiej i postanowiła właśnie wrócić do swojej ojczyzny. Spotykają się przez przypadek na dzień przed jej odlotem do Francji. Spędziwszy ze sobą upojny weekend, dochodzą do wniosku, że chyba zakochali się w sobie. Problem polega na tym, że stwierdzają to trochę za późno: ona siedzi już w samolocie mając żal, że on jej nie zatrzymał a on wraca z lotniska do domu żałując, że nie powiedział „zostań”. Wkrótce Sam dowiaduje się z wiadomości, że samolot Juliette rozbił się tuż po starcie i że nikt nie przeżył.
I tym momencie akcja książki dostaje zawrotnego tempa. Zjawia się tajemnicza kobieta zza światów a z nią strzelaniny, narkotyki, niespełniona miłość, nadprzyrodzone zdolności a na deser terrorysta z bombą :) Tak wiem, trochę dużo tego. Książka oczywiście wciągnęła mnie (jak zwykle u tego autora) jednak tym razem miałam wrażenie, że co za dużo to nie zdrowo.  Na dodatek jest jeszcze coś co do tej pory lekko mnie dziwiło a tym razem to już zupełnie pasowało jak kwiatek do kożucha. Mam na myśli cytaty przed każdym rozdziałem np. z Ojca Chrzestnego, Szekspira, Woltera.... czy Biblii. No Ludzie! Przecież książki Pana Musso to zwykłe czytadła! Fajne, lubię... ale jednak czytadła. A z tymi poważnymi i wzniosłymi cytatami, które zapewne mają dodawać powagi lekturze, robi się trochę groteskowo. No ale nic to. Nie zrażam się i wkrótce pewnie sięgnę po kolejną pozycję z listy G.M.





środa, 23 listopada 2011

Pola Negri. Legenda Hollywood - Mariusz Kotowski



Kto z nas nie słyszał o Poli Negri, naszej rodaczce, która trafiła do Hollywood i natychmiast je podbiła? Rzecz się miała w czasach kina niemego, którego gwiazdą stała się nasza Pola. A właściwie Apolonia Chałupiec.
Jako młoda dziewczyna mieszkała z matką w Warszawie, gdzie pobierała nauki w szkole baletowej przy Teatrze Wielkim. Wkrótce zaczęła grać i przyjęła swój pseudonim artystyczny (na cześć swojej ulubionej włoskiej poetki Ady Negri). Można powiedzieć, że karierę zrobiła dopiero w Berlinie u boku sławnego wówczas reżysera Maxa Reinhardta. Zaraz potem spotkała reżysera Ernsta Lubitscha i to z nim stworzyła najlepsze swoje filmy. Była jego czołową aktorką. Już jako wielkie sławy razem popłynęli do Hollywood. Na miejscu witały ją tłumy. Była gwiazdą i podbijała swymi rolami nie tylko publiczność, ale także serca mężczyzn. Stworzyła sobie styl „femme fatale” czyli chodzącego zmysłu, tajemnicy i mnóstwa emocji. Otaczała się luksusem i zbytkiem. Nosiła wyszukane i oryginalne kreacje i drogocenne klejnoty. To jej zawdzięczamy czerwone paznokcie u rąk i stóp (gdy wpadła na ten pomysł, szokowała wszystkich wokół). Była parą m.in. z Charliem Chaplinem i Rudolfem Valentino. Oczarowany był nią Albert Einstein i Adolf Hitler. Zagrała w blisko 70 filmach. Niestety z powodu akcentu oraz dosyć niskiego głosu, w erze filmów dźwiękowych straciła na atrakcyjności i wróciła do Niemiec. Przed samym wybuchem wojny uciekła jednak z powrotem do Ameryki, gdzie zagrała jeszcze kilka ról, żyła w dostatku i dobiła do słusznego wieku lat 90-ciu. Pola Negri zmarła w San Antonio w 1987 roku.
Dla fanów starego kina ta książka to fantastyczna pozycja. Stawiałam poprzeczkę wysoko bo lubię biografie i mam bzika na punkcie starego kina i jego gwiazd. Nie jestem w najmniejszym stopniu rozczarowana bo spełniła moje wszystkie oczekiwania. Jest w niej wszystko najdrobniejsze szczegóły z życia gwiazdy, masa anegdot, rzetelne informacje, zdjęcia oraz wiele opowieści o innych gwiazdach, z którymi Pola miała do czynienia. Autor zrobił też film o Poli „Życie jest snem w kinie”, który zdobył wiele nagród i który mam zamiar oczywiście obejrzeć.

piątek, 18 listopada 2011

Dwanaście prac Herkulesa - Agata Christie


Słynny detektyw z powieści Agaty Christie Herkules Poirot postanawia zakończyć karierę a następnie hodować... dynie! Nie może ot tak po prostu powiedzieć „dosyć, od jutra nie robię”. On musi zrobić coś spektakularnego. Coś co będzie zwieńczeniem jego wybitnych osiągnięć na polu detektywistycznym. To musi być podsumowanie. Symboliczne podsumowanie. On, noszący tak nacechowane imię postanawia nie być gorszy od mitologicznego Herkulesa i również przyjąć na swoje barki wykonanie dwunastu zadań. Oczywiście będą to szczególnie trudne, zdawałoby się niemożliwe do rozwikłania zagadki kryminalne, koniecznie mające związek z oryginalnymi pracami rzymskiego Herkulesa. A więc musi być lew z Nemei, hydra lernejska, łania ceryntyjska, dzik z Erymantu, stajnie Augiasza, ptaki stymfalijskie, byk kreteński, klacze Diomedesa, pas Hipolity, stado Gerionesa, Jabłka Hesperyd, pojmanie Cerbera. Sprawa wydawałoby się - stracona.  Nic bardziej mylnego. Dla Herkulesa Poirot nie ma rzeczy niemożliwych. Już pierwszy list z prośbą o pomoc właściwie ma coś wspólnego z lwem. Otóż zaginął... pekińczyk :-) Dla niewtajemniczonych w sprawy kynologiczne: legenda wspomina, że pekińczyki miały być owocem miłości lwa do małpki.
I tak oto nasz mały ciałem a wielki duchem detektyw przyjmuje i rozwiązuje kolejne zagadki. Są porwania, oszustwa, morderstwa... Jednym słowem niczego nie zabraknie dla wielbicieli kryminałów. Mnie takie krótkie opowiadania nie bardzo odpowiadają i na pewno nie będzie to moja ulubiona pozycja Agaty Christie.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana - Danuta Noszczyńska


Głównym bohaterem a zarazem narratorem jest siedemdziesięcioletni Marian Żywotny, mąż, ojciec, dziadek. Marian czuje, że oto nadszedł kres jego życia i postanawia spisać dzieje swojego żywota. Jako jednostka wysoce moralna, uczciwa, sprawiedliwa, przykładny mąż i ojciec, Marian uważa, że spisanie własnych dziejów będzie wielkim pożytkiem dla następnych pokoleń. Marian całe życie spędził we wsi Mużyny. Tutaj dorastał, tutaj się zakochał, pracował i.... uprzykrzał życie wszystkim wokół (od najbliższych po całkiem mu obcych). Marian bowiem jest zawistnym typem spod ciemnej gwiazdy. Jeśli ktoś ma lepiej Marian natychmiast robi z tym porządek np. rozsiewa paskudne plotki, jątrzy i knuje. Najbliższą rodzinę traktuje jak głupszych od siebie, wtrąca się w życie własnych dzieci ale oczywiście „zawsze dla ich dobra”. Jako człowiek wielce pobożny,  wszystko co robi, robi „zawsze w imię wyższego dobra”.
Marian może wydawać się wielce zabawny (prosty chłop, mówiący prostym językiem). Książka jest dla mnie swego rodzaju fenomenem - autorka przedstawiła tego typka w taki sposób że niemalże można poczuć do niego sympatię. Czytając książkę ja też (jak wielu innych czytelników) bardzo dobrze się bawiłam ale tak na prawdę był to trochę taki śmiech przez łzy bo Marian to przerażający typ spod ciemnej gwiazdy i współczuję wszystkim, którzy mają takiego Mariana w rodzinie, za ścianą, płotem czy w pracy.

poniedziałek, 31 października 2011

Dotyk zła - Alex Kava

W  małym miasteczku Platte City  dochodzi do koszmarnych zabójstw małych chłopców. Kilka miesięcy wcześniej w podobny sposób zostało zamordowanych również kilku chłopców, jednak morderca został ujęty. Para głównych bohaterów, przystojny miejscowy szeryf Nick Morelli oraz chłodna agentka FBI przysłana z  miasta Maggie O’Dell, mają trudne zadanie przed sobą. Tym bardziej, że ta para na początku nie darzy się specjalną sympatią. On to typ króla balu i gwiazdy drużyny footbolu a ona rozsądna mężatka po przejściach, nie znosząca takich typków jak Nick. Jak powszechnie wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają, więc wkrótce pomiędzy tą dwójką zaczyna iskrzyć. Jednak najważniejsze jest rozwiązanie zagadki. Wiadomo, że chłopcy przed śmiercią są przez jakiś czas gdzieś przetrzymywani i wiadomo, że porywaczem jest ktoś kogo znają. Napięcie sięga zenitu gdy wprost z ulicy znika siostrzeniec Nicka. I gdy naszej dwójce już wydaje im się, że depczą po piętach mordercy, że już są coraz bliżej odnalezienia chłopaka, następuje zwrot akcji....
No cóż na pewno przesadą jest nazywanie tej książki thrillerem psychologicznym. Jest to po prostu thriller, który łatwo się czyta. Byłby o wiele lepszy, gdyby autorka darowała sobie to iskrzenie pomiędzy parą głównych bohaterów bo wyszło trochę tandetnie. Poza tym zgrzytem reszta jest według mnie bez zarzutu a opisy (miejsc, sytuacji, tego co czuje morderca) wręcz dobre. Bez fajerwerków ale podobało mi się.

poniedziałek, 17 października 2011

Wyjazd we dwoje i inne opowiadania - Maria Mostowska


Kilka opowiadań, kilka postaci, kilka historii. Cóż więcej można powiedzieć o zbiorze (w tym przypadku zbiorku) opowiadań. Autorka opowiada o naszych wyobrażeniach na różne tematy i ich zderzeniu z rzeczywistością. Mamy tu damsko-męskie spotkanie po latach, chęć odnalezienia własnych korzeni czy też opowieść o posłaniu w jednym z zakładów wszystkich sprzątaczek na wyższe studia. Bohaterowie to ludzie skrzywieni , nieszczęśliwi i w tym wszystkim jacyś antypatyczni. Historie są bardzo proste i nie należy oczekiwać spektakularnych happy endów. Właściwie nie będzie nawet endów. Historie kończą się tak nagle jak się zaczęły. Przy pierwszym opowiadaniu byłam w lekkim szoku („a gdzie koniec?) ale już przy następnych historiach przyzwyczaiłam się do takiej formy.
Nie żałuję, że przeczytałam ale nie odnalazłam w tej książeczce niczego o czym bym wcześniej nie wiedziała. Mój osobisty plus dla autorki jest za oszczędny styl i nieowijanie w bawełnę.

piątek, 7 października 2011

PRL w klimacie absurdu – Grzegorz Sobaszek, Zuzanna Grębecka, Wiesława Grochola, Hubert Musiał

Jak sam tytuł wskazuje będzie o czasach PRL-u ale bez zadęcia. Autorzy postawili nacisk najbardziej na absurdy tego okresu. W przyjemny sposób scharakteryzowali kilkadziesiąt lat mało przyjemnego okresu w dziejach naszego państwa. Można nawet odnieść wrażenie, że było całkiem śmiesznie. I mnie się to bardzo podoba. Historię znamy ze szkół a tutaj czytamy np. o tym jakim szpanem były buty sofixy albo regał na wysoki połysk. Książka podzielona jest na zagadnienia takie jak sztuka, życie codzienne, motoryzacja itd. Jest masa anegdot, cytatów, bardzo ciekawych zdjęć a pomiędzy tym wszystkim daty najciekawszych wydarzeń z tamtego okresu. To pozycja dla wszystkich.  
Książka bardzo mi się podobała. Lekka, łatwa i przyjemna.

sobota, 24 września 2011

Pora przypływu – Agata Christie

Gordon Cload był bardzo zamożnym człowiekiem. I korzystali z tego bardzo chętnie wszyscy członkowie rodziny. Lionel Cload - brat Gordona, dobrze prosperujący lekarz wraz ze swoją żoną Kate, kobietą roztargnioną i zabobonną. Jeremiasz Cload - kolejny z braci, uznany adwokat wraz z przedsiębiorczą żoną, Frances. Adela Marchmont - siostra Gordona, dobrotliwa kobieta w średnim wieku, opiekująca się wielką rezydencją, zwaną Biały Dom oraz jej córka Lynn. Rowley Cload - młody farmer, syn zmarłego brata Gordona, Maurice'a. Problem w tym, że Gordon żeni się z młodą i atrakcyjną wdówką a wkrótce potem ginie w bombardowaniu nie spisawszy stosownego testamentu. W ten sposób wszystko przypada młodej żonie - Rosaleen. Gdyby nie ona cały spadek przypadłyby Cloadom, a tymczasem zostali bez grosza. Niektórzy z nich próbują przełamać niechęć do obcej im Rosaleen i proszą ją o wsparcie finansowe. Niestety u boku młodej kobiety zawsze jest jej brat David, o mało sympatycznym usposobieniu. Ma na siostrę ogromny wpływ i zapowiada Cloadom, że nie pozwoli im żyć na koszt jego siostry.
Nagle pewnego dnia w miasteczku zjawia się przybysz, który twierdzi, że pierwszy mąż Rosaleen żyje a więc ta nie ma prawa do spadku po Gordonie (nie mogłaby być prawną żoną Gordona bo nie była de facto wdową wychodząc za niego). Przybysz umawia się na spotkanie z Bratem Rosaleen i za sporą kwotę obiecuje, że będzie milczał. Spotykają się. David obiecuje zebrać żądaną kwotę i wychodzi. Całą rozmowę podsłuchuje właścicielka pensjonatu.  Wkrótce potem przybysz zostaje znaleziony martwy w swoim pokoju. Tyle tytułem wstępu J A potem zjawia się słynny Hercules Poirot i zaczyna się zabawa w rozwikłanie zagadki.
„Pora przypływu” nie należy do moich ulubionych książek A.Ch. Tradycyjnie nie mamy szansy na prawidłową odpowiedź. Tradycyjnie cała przyjemność w kombinowaniu kto tu kręci. Niestety ja nie jestem fanką Herculesa i pewnie dlatego nie wciągnęła mnie ta opowieść aż tak bardzo.

czwartek, 15 września 2011

Dziękuję za wspomnienia – Cecelia Ahern


On (Justin) decyduje się oddać krew choć właściwie nie podoba mu się ten pomysł. Ona (Joyce) właśnie straciła dziecko. Trafiła do szpitala, gdzie zrobiono jej transfuzję krwi a potem rozstała się z mężem i zamieszkała z ojcem. Joyce ku swojemu zdziwieniu zaczyna posiadać wiedzę, o której nie miała pojęcia. Teraz zna się świetnie na architekturze i włada obcymi językami. Ma teraz nie swoje wspomnienia i zupełnie inny gust kulinarny. Jak łatwo się domyślić ma to związek z nieznanym jej Justinem. Wkrótce potem ta dwójka zaczyna ciągle na siebie wpadać. Zaczynają się rozpoznawać i intrygować wzajemnie. Gdy zdają sobie sprawę, że chcą się poznać, wtedy jak na złość zaczynają się ciągle mijać o włos.
Trochę magii, sporo humoru i masę romantyzmu. Bardzo przyjemna, sympatyczna i lekka lektura. Poniekąd zachęta do honorowego krwiodawstwa, jeśli ktoś chce mieć swoją drugą połówkę oczywiście :-).
Historia romantyczna, być może, jakich wiele ale ojciec Joyce jest po prostu rozbrajający i chociażby dla niego warto było przeczytać tę książkę. Scena z odbiorem bagażu z taśmy na lotnisku przyprawiła mnie o głośny śmiech w autobusie. 
No i muszę dorzucić jeszcze pięć groszy o okładce. Mam jakieś zboczenie na punkcie tychże i zawsze zwracam na nie uwagę. Tym razem nie przypadła mi do gustu - nie ma nic wspólnego ani z postacią Joyce ani z fabułą.

czwartek, 8 września 2011

Gargulec- Andrew Davidson


Opasła powieść o miłości, demonach i szeroko pojętym piekle. Główny bohater (narrator) jest przystojny, nowoczesny i gra w filmach porno. Można nawet powiedzieć, że jest gwiazdą w tej branży. Pewnego dnia prowadząc auto pod wpływem narkotyków i alkoholu spada w przepaść. Jest uwięziony we wraku i gdy samochód wybucha, prawie spala się w nim żywcem. Trafia do szpitala i lekarze robią wszystko, żeby uratować mu życie. Gdy dochodzi do siebie i zdaje sobie sprawę w jakim jest stanie zaczyna myśleć o samobójstwie. Nie może pogodzić się  z tym jak wygląda i „co z niego zostało”. Nagle zaczyna nachodzić go przy łóżku szalona Marianne Engel. Szalona dosłownie bo jest pacjentką oddziału psychiatrycznego ze zdiagnozowaną schizofrenią. Marianne upiera się, że ona i on żyli już 700 lat temu i darzyli się wielką miłością, że są sobie przeznaczeni przez te wszystkie wieki. Przy każdej wizycie snuje opowieści ze swojej przeszłości. Barwne i przerażające, o średniowiecznej Japonii, świecie Wikingów i renesansowej Florencji. Ona była wtedy zakonnicą a on najemnikiem. On z coraz większym zniecierpliwieniem oczekuje jej odwiedzin. Kobieta zaczyna go fascynować. A to dopiero początek tej historii.

Dawno dawno temu czytałam taką serię „Ludzie lodu” a potem już nie miałam w rękach powieści tego typu. Gargulec skojarzył mi się trochę z tamtymi opowieściami. Baśniowe motywy i symbole, gargulce, demony i przestrzenie skute lodem a w tym wszystkim miłość. Autor pisał tą historię przez 7 lat i to widać. Jestem zachwycona szczegółami historii z Japonii, Skandynawii czy też z Włoch sprzed wieków.


czwartek, 1 września 2011

Potem - Guillaume Musso

Nathan jest świetnym prawnikiem. Wygrywa każdą sprawę. Ma piękne mieszkanie, dobry samochód i sporo pieniędzy na koncie. Wszystko to osiągnął tylko i wyłącznie dzięki sobie, niestety kosztem ukochanej żony i córeczki. Gdzieś po drodze zaczęli się od siebie oddalać i w końcu musieli się rozstać. Nathan zostaje sam i wtedy w jego kancelarii zjawia się człowiek imieniem Garrett. Ten twierdzi, że jest Posłańcem i pomaga odchodzącym z tego świata zachować spokój przed nieuniknionym. Na początku Nathan bierze Garretta za obłąkanego i nie daje mu wiary. Wkrótce jednak w tragicznych okolicznościach przekonuje się, że nieznajomy mówi prawdę. Po pierwszym szoku i buncie przed śmiercią Nathan zaczyna ścigać się z czasem. Chce naprawić wszystko a przede wszystkim pogodzić się z rodziną. Jest przekonany, że zostało mu bardzo mało czasu. Tylko czy nie jest za późno i czy na pewno dobrze zrozumiał Posłańca….?
Na okładce napisano „Oda do życia, poruszająca historia miłosna i refleksyjna opowieść o śmierci…” i ja się mogę z tym tylko zgodzić. Ładna historia z zaskakującym zakończeniem (no może nie zaskakującym ale nie tak oczywistym jak mogłoby się wydawać) a to bardzo lubię. To chyba firmowy znak autora. Moje drugie spotkanie z Panem Musso i równie udane. Oby tak dalej.

sobota, 27 sierpnia 2011

Świadectwo prawdy – Jodie Picoult


Na farmie amiszów znaleziono martwego noworodka. Podejrzenie pada na osiemnastoletnią Katie. Wkrótce podejrzenia zamieniają się w pewność. Lekarz stwierdza, że dziewczyna na 100% jest w połogu czyli urodziła dziecko. Nikt nie zauważył, że była w ciąży a Katie uparcie zaprzecza że rodziła a nawet że uprawiała kiedykolwiek seks. Dziewczyna jest oddaną amiszką więc jak to możliwe żeby kłamała? Dowody są jednak niepodważalne więc Katie zostaje oskarżona o zabójstwo  własnego dziecka. Na szczęście obrony podejmuje się Ellie, która wspaniałomyślnie zgadza się na przeprowadzenie na farmę amiszów – w przeciwnym razie Katie do czasu rozprawy musiałaby przebywać w więzieniu. Dziewczyna na razie może wrócić do domu ale tylko pod nadzorem swojej pani adwokat.
Ellie nie chce wiedzieć czy Katie kłamie, jest profesjonalistką i postanawia za wszelką cenę nie dopuścić żeby amiszka trafiła do więzienia. Z czasem poznają się lepiej, ich światy wzajemnie się przenikają i gdy Ellie już zaczyna dawać wiarę wersji dziewczyny, zaczynają wychodzić na jaw kolejne tajemnice Katie…
Napiszę tylko tyle (tytułem zachęty): finał był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Po raz drugi nie zawiodłam się na historii spisanej przez Panią Picoult. Porusza trudne tematy i chwała jej za to. Zdecydowanie sięgnę po koleją pozycję tej autorki.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Na końcu tęczy - Cecelia Ahern

Trzymająca w napięciu opowieść kilkudziesięcioletniej przyjaźni męsko-damskiej. Alex i Rossie przyjaźnią się od najmłodszych lat. Są niczym brat i siostra. Snują własne plany na przyszłość, jednak zawsze w nich jest miejsce dla tego drugiego. Lata biegną i gdy oboje dostają się do upragnionych szkół, okazuje się że jednak Rossie będzie musiała zostać w rodzinnym mieście i zrezygnować z kształcenia. Alex zaczyna robić karierę. Tymczasem Rossie ma głowę zajętą zupełnie czymś innym. Jednak mimo wszystko, nadal się przyjaźnią. Nie zmienia tego nawet fakt, że Alex ma narzeczoną a wkrótce żonę i dziecko.  Rossie też kocha kogoś i wychodzi za niego za mąż. Oczywiste jest, że ich połówkom nie podoba się zażyłość Rossie i Alexa...
Bardzo oryginalna konstrukcja - mamy tu tylko wymianę e-maili, rozmowy na komunikatorze lub wymianę kart pocztowych. Byłam pewna, ze to nie może się udać i dlatego omijałam książkę wielkim łukiem. A jednak! To niesamowite ale mimo braku tradycyjnej narracji i opisów udało się w 100% bardzo bogato przedstawić życie głównych bohaterów a także ich bliskich. To pierwsza książka Pani Ahern, która spodobała mi się totalnie. Nie mogłam się oderwać a gdy zostawało coraz mniej kartek było mi aż żal, że zbliżam się do końca historii. Chociaż z drugiej strony, jeszcze kilka zwrotów akcji i wykończyłabym się nerwowo. Polecam gorąco.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Pieskie życie mojego kota – Karolina Macios

Pewnego dnia Ada dowiaduje się, że będzie musiała gościć u siebie koszmarną ciotkę swojego hiszpańskiego narzeczonego Jose. Cioteczka staje w drzwiach i …. brakuje jej tylko wiadra. Porozumiewa się za pomocą żółtych karteczek przyklejanych wszędzie: „kawa”, „telewizor” itp. Nie dziwi więc, że delikatnie mówiąc nie budzi sympatii. Na dodatek Jose z hiszpańskiego kochanka zaczyna zamieniać się w Bundiego na kanapie. A gdy Ada znajduje na portalu randkowym jego ogłoszenie to już jest szczyt wszystkiego! Chociaż nie. Szczytem jest przyprowadzenie przez ciotkę do domu psa. Do domu gdzie do tej pory królował postrach okolicy – kot o wdzięcznym imieniu Kastrat.
Przyznaję, że książeczkę kupiłam ze względu na tytuł i okładkę. Okazało się, że to już kolejna opowieść o Adzie. Pierwszą była „Wszyscy mężczyźni mojego kota”. W niczym to jednak nie przeszkadza i śmiało można sięgnąć od razu po „Pieskie życie…”. Książeczka bardzo schematyczna: przebojowa główna bohaterka z ciętym językiem, przyjaciółka lesbijka, szalony zwierzak, urocza mamusia, siostra, sztywny dzielnicowy i sąsiadka w wałkach. Jednym słowem – komedia omyłek. Uf, trochę dużo tego. Jak na mój gust – za dużo. Na początku książka lekko mnie zmęczyła. Już po kilku stronach odłożyłam ją. Przeszkadzało mi zbyt szybkie tempo i dowcip w każdym niemal zdaniu. Potem przyzwyczaiłam się i nawet mi się podobało.
Polecam wielbicielom tematu. Sympatyczna historia na  jedno popołudnie.

sobota, 20 sierpnia 2011

I nie było już nikogo – Agata Christie

Klasyka kryminału. Pozycja do tej pory znana jako „Dziesięciu Małych Murzynków” lub "Dziesięciu Murzynków". Ponoć najlepsza książka Agathy Christie. Pani Christie ponownie trzyma nas w napięciu do ostatniego akapitu. Dosłownie. I klasycznie już - każdy jest podejrzany.
Ośmioro nieznających się wcześniej osób trafia, za sprawą tajemniczych zaproszeń, na prywatną wyspę. Większość z nich jest przekonana, że zaproszenia do spędzenia miłego weekendu, wysłały im znane bliżej lub dalej osoby z przeszłości. I tak na wyspę trafia m.in. młoda nauczycielka, bogobojna stara panna, lekarz, sędzia, detektyw, generał. Cała gama osobowości. Po dopłynięciu łódką na miejsce okazuje się jednak, że gospodarz przybędzie nazajutrz a na gości czeka nowo zatrudniona służba a dokładniej dwie osoby (małżeństwo). Już podczas pierwszej kolacji pada pierwszy trup. Przy drugim, całe towarzystwo zaczyna zdawać sobie sprawę, że to chyba jednak nie przypadek i że są w pułapce. Nie ma łodzi, do stałego lądu daleko a na morzu rozszalał się sztorm. Na domiar złego, za sprawą wierszyka zawieszonego w każdym pokoju, wiedzą już, że będą ginąć po kolei.
Stop Cape! Dalsze pisanie absolutnie zabronione! A teraz drodzy czytelnicy kombinujcie – kto ich morduje? Ja oczywiście nie zgadłam ale pokażcie mi takiego, który zgadł. I tak nie uwierzę :)
Po prostu rewelacja!

czwartek, 18 sierpnia 2011

Siostra - Rosamund Lupton


Pewnego dnia, mieszkająca w USA, Beatrice odbiera telefon od swojej matki - zaginęła jej ciężarna siostra Tess. Beatrice natychmiast zjawia się w Londynie. Niestety po kilku dniach ciało Tess z poderżniętymi żyłami zostaje przypadkowo odnalezione w opuszczonej publicznej toalecie w środku miejskiego parku. W trakcie śledztwa okazuje się, że Tess już urodziła i że cierpiała na depresję, paranoję (i Bóg raczy wiedzieć na co jeszcze). Śledztwo szybko zostaje zamknięte - wszystko wskazuje na to, że Tess popełniła samobójstwo bo nie mogła pogodzić się ze śmiercią nowonarodzonego dziecka. Beatrice jednak w to nie wierzy. Była bardzo zżyta z siostrą i jest przekonana, że Tess nigdy nie odebrałaby sobie życia. Policja nie chce już z nią rozmawiać. Bee Postanawia zamieszkać w mieszkaniu Tess i sama dojść prawdy. Ból po starcie siostry podsycają wyrzuty sumienia, ponieważ Beatrice w ostatnich dniach nie miała dla siostry czasu. Z każdym dniem odkrywa nowe fakty z życia Tess, o których nie wiedziała.
Nie ma tu lejącej się krwi ani ścielących się trupów na każdym rogu. Mamy za to przez całą opowieść monolog Beatrice skierowany do Tess (Beatrice relacjonuje nieżyjącej siostrze każdy krok swojego dochodzenia). Ciekawa konstrukcja na początku bardzo mi się spodobała, niepotrzebnie jednak nastawiłam się na thriller pełen zwrotów akcji itp. (w ten właśnie sposób książka była reklamowana!). Dla mnie historia była przewidywalna a to wystarczyło, żebym poczuła rozczarowanie lekturą. Zadaję sobie pytanie „czy polecić innym?” i jestem rozdarta... Po zastanowieniu odpowiem tak: mogłabym żyć bez przeczytania tej pozycji ale będę śledziła inne opinie bo sama jestem ciekawa odbioru tej historii. A więc czytajcie! :)

wtorek, 16 sierpnia 2011

Dżozef - Jakub Małecki

Nie wiem czemu tak uparłam się na tę książkę. Jak ją w końcu dorwałam to już nawet nie pamiętałam o czym miała być. Ten kozioł z okładki chyba bardzo mnie intrygował (a swoją drogą genialna okładka).
Blokers imieniem Grzegorz trafia do szpitala ze złamanym nosem (napisałabym dresiarz ale Grzegorz już na pierwszych stronach skarży się na stereotypy w ocenianiu ludzi). Tak więc: blokersowi Grześkowi zajumali telefon a przy okazji dostał z bańki i złamał kinola. W szpitalu okazało się, że potrzebna będzie jednak operacja i w ten sposób Grzesiu trafia na salę do Kurza, Marudy i Czwartego (Pana Stasia). Maruda wkrótce opuszcza szpital i panowie zostają we trzech. Nieco dziwny Czwarty zaczyna gorączkować i majaczyć. Po jakimś czasie Grzesiu i Kurz wciągają się w te opowieści. Mało tego. Są coraz bardziej pewni, że Czwarty opowiada im w gorączce tak na prawdę straszną historię swojego życia. Na domiar złego w tym samym czasie w szpitalu zaczynają dziać się przerażające rzeczy. Wkrótce nasi bohaterowie zostają sami i zdani są tylko na siebie....
A zaczęło się tak niewinnie: śmiałam się na początku i myślałam, że będzie tak do końca. Nie było. Potem było ciasno, duszno - jakby mnie ktoś za gardło ściskał. W głowie mam mętlik - tyle chciałabym o niej napisać. Od kilku dni chodzę i myślę o tej historii. Dawno nie czytałam książki, która trzymałaby mnie tyle po zakończeniu czytania. Panu Małeckiemu zazdroszczę talentu. Przekazał coś bardzo istotnego w taki prosty i jednocześnie niesamowity sposób. Gratulacje.

sobota, 13 sierpnia 2011

Przewodnik Prawdziwych Tropicieli. Lato – Adam Wajrak

Kupiłam i bardzo żałuję, że przeczytałam dopiero po urlopie. Po „Kunie za kaloryferem” wiedziałam, ze każda kolejna książka Pana Wajraka będzie moja.
Jak sam tytuł wskazuje lektura dla tropicieli przyrody. Co zrobić żeby zobaczyć np. chomika europejskiego? Wystarczy wybrać się w okolice lublina, uzbroić w cierpliwość i … voila! Wiemy już jak wyglądają norki, jak się zachowywać, co położyć przy norce. Chomik jest nasz! Oczywiście tylko i wyłącznie w celu zrobienia pamiątkowego zdjęcia. Chcemy węża? Nic prostszego – jedziemy np. w Bieszczady (co mogę akurat osobiście potwierdzić).
Będziemy też wiedzieli jak ubrać się na wędrówki i co ze sobą zabrać. Będzie też o świstakach, kunach, fokach, mewach i o wielu wielu innych fajnych zwierzakach, które możemy zobaczyć. Wystarczy tylko wiedzieć gdzie, kiedy i o której. Z tą książką naprawdę wierzę, że może to się udać.
Lektura przesympatyczna a rysunki autorstwa Pana Michała Skakuja rozbrajające. Książka dla starych i dla młodych. Pewnie z naciskiem „dla młodych” ale co tam – ja jestem zachwycona i już ostrzę ząbki na kolejne części (jesień, zima, wiosna).

czwartek, 11 sierpnia 2011

Będziesz tam? - Guillaume Musso

Na jednym z blogów zobaczyłam zachwyty nad autorem. Postanowiłam zaryzykować i kupić coś w ciemno. Z okładki wyczytałam, ze będzie o cofaniu się w czasie. Super temat. Temat rzeka. Ileż to można na takim pomyśle stworzyć historii? Nieskończoną ilość. No nic na to nie poradzę - lubię ten motyw. Bałam się tylko, żeby autor go nie zmarnował. Nie zmarnował i chwała mu za to.
60-letni Elliot jest uznanym chirurgiem. Ma raka płuc i żyje ze świadomością, że zostało mu kilka miesięcy życia. Los sprawia, że dostaje szansę spełnienia jednego marzenia. Elliot decyduje, że chce jeszcze raz zobaczyć miłość swojego życia - Ilenę. Cofa się w czasie o 30 lat i spotyka się z młodszym samym sobą.
Zbrodnią byłoby, gdybym teraz napisała co z tego wyniknie. Główny bohater stanie przed dylematem czy zmienić swój los a co za tym idzie los wszystkich swoich bliskich?
Fabuła zakręcona jak chińskie osiem. Na każdej stronie coś się dzieje. Do połowy książki było w miarę spokojnie i przewidywalnie (tak myślałam). I nagle zaczęły się takie zwroty akcji, że wprost nie mogłam się oderwać. Podniosłam się dopiero jak skończyłam. Po drodze było trochę refleksyjnie i trochę smutno ale czytało się jak dobry thriller. Postanowiłam więc rzucić się na wszystko co wyszło spod pióra tego autora. A gdyby jeszcze ktoś nakręcił film...... marzy mi się :-)

ps. okładka beznadziejna! Zupełnie nie oddaje charakteru, treści itd. Powiedziałabym, że wręcz wprowadza w błąd (okładka wygląda jak książka o kolejnej 30-letniej singielce na Manhattanie). brrr...

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Sprawiedliwość owiec – Leonie Swann

Po książkę sięgnęłam ponieważ radio (a konkretnie pr III) nadawało swego czasu słuchowisko na podstawie tego opowiadania a to było dla mnie wystarczającą rekomendacją. Jak głosi napis pod tytułem jest to filozoficzna powieść kryminalna.
Pewnego dnia owce znajdują na polanie swojego pasterza. Jednak coś z nim jest nie tak. Leży. Nie rusza się.
„- Jeszcze wczoraj był zdrowy – powiedziała Matylda, nerwowo strzygąc uszami. 
- To nie ma nic do rzeczy – zauważył Sir Ritchfield, najstarszy tryk w stadzie – Nie umarł na chorobę. Szpadel to nie choroba.”

Tak zaczyna się książka i zaczyna się śledztwo owiec. Jednym z głównych podejrzanych jest… Bóg. Wszystkie nasze owce mają imiona, swoje charaktery i charakterki. Śmiałam się ale też zatrzymywałam żeby pomyśleć. W pierwszym odruchu jest nam do śmiechu ale po chwili zdajemy sobie sprawę ile mądrości jest w stwierdzeniach i postrzeganiu świata przez naszych małych bohaterów. Kryminał może i mnie nie wciągnął, za to opowieść filozoficzna bardzo. Dla mnie tak książka to rewelacja i z pewnością sięgnę po następną część (Triumf owiec).

czwartek, 4 sierpnia 2011

Rosemary znaczy pamięć – Agata Christie


Stęskniłam się i kupiłam od razu 3 Agathy. Coś dla miłośników klasycznego kryminału czyli wszyscy są podejrzani a my zmieniamy co chwila zdanie co do tego kto zabił.

Rok po śmierci Rosemary jej kochający mąż George wydaje przyjęcie, na które zaprasza dokładnie tych samych gości, w obecności których jego piękna żona popełniła samobójstwo. George już wie, że Rosemary wcale nie targnęła się na swoje życie lecz została otruta cyjankiem podanym do kieliszka z winem podczas ubiegłorocznego przyjęcia. Kto zabił? Ruth Lessing – zakochana w Georgu jego sekretarka? Stephen Farraday – kochanek atrakcyjnej Rosmary? A może jego zazdrosna żona – Alexandra? Mamy też młodszą siostrę – Ruth – która nic nie odziedziczyła po rodzicach w przeciwieństwie do Rosemary. Motyw oczywiście bardzo dobry. A może to Anthony Browne, który wcale tak się nie nazywa i na dodatek groził wcześniej denatce.

Klasyka gatunku. Bawiłam się świetnie (i oczywiście nie zgadłam kto podłożył cyjanek). Ach ta Agatha!

PS. Zagadką jest dla mnie również spolszczenie imienia autorki przez wydawnictwo (?)

środa, 3 sierpnia 2011

Złodziejka książek - Markus Zusak

Nie wiem od czego zacząć. Zacznę tak: książkę wypożyczyłam z biblioteki i po przeczytaniu kilkunastu pierwszych stron oddałam ją..... wiedziałam już, że chcę mieć własny egzemplarz. Już sam pomysł, żeby narratorem była śmierć jest dość oryginalny a do tego dochodzi jeszcze ładny styl pisania i piękne postaci.
Akcja powieści dzieje się w faszystowskich Niemczech w Molching pod Monachium w czasie II wojny światowej. Naszą główną bohaterkę Liesel Memimnger poznajemy gdy ma 10 lat i zostaje przygarnięta przez Hansa i Rosę Hubermannów. Jej przybrana matka na pierwszy rzut oka jest osobą zimną i gburowatą, natomiast ojciec jest pierwszą osobą w nowym miejscu z którą Liesel od razu się zaprzyjaźnia. Rozumieją się i mogą na sobie polegać. Wkrótce dziewczynka poznaje swojego rówieśnika Rudiego. To on staje się kumplem na dobre i na złe. Razem przeżywają wiele dramatycznych sytuacji. Nasza Liesel jest tytułową złodziejką książek. Uwielbia czytać i uwielbia książki, dlatego razem z Rudim postanawia, że będzie kradła książki. W tym samym czasie w piwnicy swojego nowego domu cała rodzina ukrywa Maksa Vandenburga, Żyda.
Na tle przemarszów przez miasto Żydów do obozu koncentracyjnego, holokaustu, nazizmu, faszystowskiej propagandy poznajemy historie kilku przyjaźni. To wzruszająca opowieść o przyjaźni, o oddaniu i uczciwości w tych tragicznych czasach, opowiadana przez Pana Śmierć. Bardzo, bardzo mi się podobało.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Coś pożyczonego – Emily Giffin


Mamy troje bohaterów. Trzydziestolatkowie w wielkim mieście. Rachel, jej przyjaciółka od najmłodszych lat Darcy i narzeczony Darcy – Dex. Przyjaźń Rachel i Darcy od zawsze wyglądała tak, że ta druga była ładniejsza, fajniejsza, bardziej popularna i trochę wykorzystywała Rachel. Myślę, że każdy z nas miał do czynienia z takimi relacjami, jeśli nie osobiście to i tak wie o co chodzi.

I pewnego dnia na hucznej imprezie z okazji trzydziestych urodzin Darcy, jej przyjaciółka Rachel (nasza główna bohaterka) budzi się u boku… Dexa. Nie dość tego – wkrótce zdaje sobie sprawę, że na domiar złego zakochała się w Dexie. Tymczasem Dex i Darcy planują ślub. No i mamy dylematy Rachel: być lojalną wobec przyjaciółki czy iść za głosem serca.

Postaci są tak zbudowane, że czytelnik od pierwszych stron lubi Rachel, natomiast Darcy to ta „której się należało”. Ja na (nie)szczęście jestem odporna na takie sugestie. Cała ta historia mnie niesamowicie denerwowała a to co myślę o głównej bohaterce nie nadaje się do publikacji. Dobrnęłam do końca, tylko po to, żeby przekonać się czy mam rację. Niektórzy piszą, że nic nie jest czarno-białe. Otóż dla mnie w niektórych kwestiach jest.

I jeszcze ten nieszczęsny biedny Dex – niemogący się zdecydować.

Na półce leżą jeszcze dwie książki autorki ale chyba podaruję je sobie.


piątek, 29 lipca 2011

Przewodnik. Tatry i Zakopane – Wydawnictwo Daunpol sp. z o.o.

Zbieram przewodniki. Zawsze gdy zamierzam kupić kolejny, brakuje mi recenzji tychże, dlatego postanowiłam napisać kilka słów o ostatnim zakupie. Potrzebowałam czegoś poręcznego z informacjami głównie o samym Zakopanem. I to był strzał w dziesiątkę. Dla kogoś kto zamierza poznać miasto, jego historię, uliczki itp. to wyśmienita pozycja.
 

Mamy tu propozycje spacerów po mieście i po szlakach wokół Zakopanego (zarówno piesze jak i rowerowe). Wszystko jest fajnie opisane (co widzimy po prawej , co po lewej, gdzie skręcić itd.). Są dzieje Zakopanego i całego regionu a wszystko ozdobione zdjęciami. Mamy oczywiście plan miasta oraz mapę naszych Tatr. Jest coś o kuchni, stroju, tańcu, faunie i florze. Są propozycje gdzie zjeść i gdzie przenocować. 
 Ja jednak jestem bardzo zadowolona, że znalazłam tu szczegółowe informacje o pięknej architekturze i innych o wiele bardziej interesujących ulicach miasta (bo przecież zakopane to nie tylko Krupówki). Książeczka jest poręczna i pięknie znosiła międlenie na każdym rogu ulicy… i to w deszczu. Nadal wygląda jak nowa. Polecam.

czwartek, 28 lipca 2011

Ja, Ozzy. Autobiografia – Ozzy Osbourne oraz Chris Ayres


Nigdy nie byłam fanką Black Sabbath ale czułam, że ta książka to będzie jazda bez trzymanki. Tak więc poleciałam do sklepu znanej sieci i kupiłam za masakryczną cenę. Czytałam jednak na raty bo po prostu musiałam co jakiś czas schodzić z tej karuzeli. Śmiałam się już przed pierwszym rozdziałem a potem było jeszcze lepiej. Na początku Ozzy kradł:

„Przy trzecim podejściu podpyliłem kilka koszul. Wpadłem nawet na genialny pomysł, żeby włożyć rękawiczki jak prawdziwy zawodowiec. Pech chciał, że jednej brakowało kciuka, więc zostawiłem całą masę śladów. Parę dni później do domu zapukały gliny. Zaraz się znalazły i rękawiczki, i łupy.

- Rękawiczka bez palca, co? – zagaduje gliniarz. – Einsteinem to Ty nie jesteś.”

Ale w porównaniu z tym co dzieje się dalej, można powiedzieć, że wtedy był jeszcze super grzecznym chłopcem. Potem był sex drugs and rock and roll w dosłownym tego słowa znaczeniu. Do tego stopnia, że aż czasami nudziło. Na szczęście tylko momentami. Jak na porządną biografię przystało, w środku mamy dużo zdjęć. Bardzo dobrze wydana (twarde okładki, obwoluta, szyte karty, porządny papier). Fajna lektura ale uprzedzam: pełno tu soczystego słownictwa i opisów tego co można zrobić na haju.


wtorek, 26 lipca 2011

Dwie kobiety. Śmierć kontra fenomen życia – Diana Beate Hellmann


Miałam tę książkę w domu od bardzo dawna. Trochę bałam się po nią sięgnąć z uwagi na temat, jaki porusza.

Książka jest pamiętnikiem autorki. Określenia „pamiętnik” używam tylko dla podkreślenia faktu, że to opowieść z życia autorki. Opisuje ona własną historię zmagania się z nowotworem u progu dorosłego życia. Główną bohaterkę poznajemy jednak już jako beztroskie dziecko więc jest to zgrabna powieść o dorastaniu w chorobie i nie tylko. Długie pobyty w szpitalu i związane z tym dramaty. Zawierane tam przyjaźnie, te na dłużej i czasem niestety te na zbyt krótko.

Czyta się bardzo dobrze mimo przecież bardzo ciężkiego tematu jakim jest choroba nowotworowa. Nie chciało się odkładać książki. Ciężka a wciągnęła mnie jak wir. Bardzo polecam.


Marlene - Angelika Kuźniak

Wzięłam ze sobą do pociągu jadąc na urlop. Zazdroszczę osobom zabierającym ze sobą stosy książek. Ja mogłam zabrać tylko jedną i tylko na podróż. I tutaj ta książeczka spełniła swoje zadanie. W sam raz na podróż do i z Zakopanego.
„Półtora roku po śmierci Marleny Dietrich do Berlina trafia dwadzieścia pięć ton jej rzeczy. Są wśród nich szmaty do podłogi, rolki papieru toaletowego i niedopałki, a także egzotyczne ptasie pióra szmuglowane przez granice. Jest też notes. Na ostatniej stronie kilka polskich nazwisk. Wśród nich: Zbigniew Cybulski.”
To nie jest biografia. To raczej reportaż o Marlenie. Sporo o niej od 1945 roku. Jej zapiski, jej listy, rozmowy z osobami, które miały z nią do czynienia, trochę zdjęć. Książka poświęcona w dużej części jej pobytom w Polsce. A swoją drogą: teraz już rozumiem dlaczego jest tak mało zdjęć gwiazdy – nie wolno było robić. A Ci, którzy mieli pozwolenie musieli dać wszystkie do zaakceptowania Marlenie. „Brzydkie” były darte od ręki.
Przyznaję, że nie wiedziałam zbyt dużo o tej aktorce. Miałam wyobrażenie zasadniczej antypatycznej hetery. I po przeczytaniu tej pozycji nie zmieniłam zdania. Ciężki to był człowiek. Czytając, ciągle zadawałam sobie pytanie „dlaczego nikt nie ośmielił się powiedzieć, że najwyższa pora zejść ze sceny”.
Książkę oczywiście polecam. "To się czyta".

czwartek, 14 lipca 2011

Kuna za kaloryferem – Adam Wajrak, Nuria Selva Fernandez


Musiałam mieć. Poleciałam do księgarni. Dziś skończyłam i odstawiłam na honorowe miejsce – takie żeby stała na widoku i uśmiechała się do mnie. To książka, która zostanie ze mną na zawsze. A jeśli pożyczę to będę ścigała do upadłego żeby oddali. A pożyczę na pewno – będę wręcz wciskała wszystkim.

Płakałam i śmiałam się na przemian. Adam Wajrak i jego żona ratują dzikie zwierzęta i o tym jest ta książka. A dokładniej są to opowieści o ich podopiecznych. O Julku, Declanie, Kurze, Wampirze, Kuternodze i wielu wielu innych. Poza dostarczeniem mi masy wzruszeń, dowiedziałam się też wielu ciekawych i ważnych rzeczy. Nie będę przytaczała żadnych fragmentów bo po prostu nie wiedziałbym, który wybrać. Jestem zachwycona wszystkim: treścią, zdjęciami (dużo i piękne!), okładką. A przede wszystkim jestem zachwycona autorami i wszystkimi ludźmi, którzy angażowali się w uratowanie małych bohaterów tych opowieści.
Miłośnicy zwierząt – to książka dla Was. Rodzice – to książka dla Was i Waszych dzieci - jeśli chcecie żeby były dobrymi ludźmi czytajcie im takie książki.
ps. A dziś w tramwaju pewna starsza Pani zaczepiła mnie i zapytała o tytuł "bo zerkała z boku jak czytałam i to chyba fajna książka". Tę Panią też uwielbiam za dobry gust!

piątek, 8 lipca 2011

Pętla – Erika Spindler


No proszę – znalazłam w domu jeszcze nieczytaną książkę. Stała w kącie od kilku lat i nawet nie pamiętam skąd się wzięła (z pewnością nie pożyczona bo zawsze oddaje to co pożyczam).

Kilkanaście lat temu Jane uległa wypadkowi. Będąc pod opieką siostry – pływała beztrosko gdy nagle zaczęła kierować się w jej stronę rozpędzona motorówka. W wyniku wypadku została oszpecona a na domiar złego Jane nie opuszcza wrażenie że prowadzący łódź zrobił to specjalnie. Mija kilkanaście lat - Jane jest dziś wziętą artystką i żoną znanego chirurga plastycznego. Po wieloletnim leczeniu i bolesnych operacjach odzyskuje  „normalny” wygląd i spokój ducha. I nagle dostaje anonim: „zrobiłem to specjalnie żeby usłyszeć jak krzyczysz” a asystentka jej męża zostaje zamordowana. Do Jane powraca koszmar sprzed kilkunastu lat i teraz już wie, że nie był to przypadek.

Kryminał trochę w starym stylu. Krew nie leje się strumieniami. Jest jeden trup ale za to wielu podejrzanych na czele z własnym mężem i rodzoną siostrą. Jestem mile zaskoczona. Polecam.



niedziela, 3 lipca 2011

Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón


Zachęcona opiniami czekałam w bibliotece w kolejce. Wreszcie się doczekałam.
Powieść rozpoczyna się, kiedy 10-letni Daniel Sempere zostaje zaprowadzony przez swojego ojca do przedziwnego miejsca. Na cmentarzu zapomnianych książek chłopiec musi zdecydować, którą z książek zaadoptuje, żeby nigdy nie zginęła w zapomnieniu. Nasz bohater decyduje się na „Cień wiatru” Juliana Caraxa. Wkrótce ze zdziwieniem odkrywa, że nikt nie wie był Julian Carax i nikt nigdy nie słyszał o jego książkach. Sprawa staje się tym bardziej pociągająca, gdy Daniel odkrywa jak bardzo pożądanego egzemplarza stal się właścicielem. Odkrywa, że ktoś lub coś poszukuje dzieł Caraxa, żeby je…. spalić. 
Akcja książki rozgrywa się w powojennej Barcelonie i prowadzi nas przez kolejne lata dorastania Daniela. To opowieść o książkach przeklętych, o człowieku, który je napisał, o postaci, która ucieka ze stron powieści, żeby ją następnie spalić, o zdradzie i utraconej przyjaźni. To historia o miłości i nienawiści.
Ciężko mi się czytało. Może dlatego, że czułam na plecach oddech kolejki chętnych na ten egzemplarz. A może dlatego, że dostałam ją w momencie kiedy wróciłam z księgarni objuczona kilkoma książkami na które miałam wielką ochotę. A może po prostu dlatego, że za dużo było ochów i achów wokół tej powieści.
Jednak nie żałuję. Warto było chociażby po to żeby poznać niejakiego Fermina Romero de Torres i jego błyskotliwy język. Fermin o niejakiej La Pepicie: „sąsiadki znieczulają ją odpowiednimi dawkami brandy, a gdy tam zajrzałem, właśnie padła jak kłoda na sofę, gdzie chrapała jak marynarz i puszczała wiatry dziurawiące tapicerkę”
O Stalinie: „o ile mi wiadomo, cierpi na niezmiernie na prostatę, od momentu, kiedy udławił się pestką owocu głogu, w wyniku czego mocz oddaje jedynie wtedy gdy nuci mu się marsyliankę”
Na to dostaje równie fantastyczną odpowiedź taksówkarza: „Faszystowska propaganda (…) Towarzysz Stalin szcza jak nikt. Niejedna rzeka z Wołgą na czele życzyłaby sobie takiego dopływu.”
Takich smaczków w książce jest więcej. Podobały mi się także nastrojowe czarno-białe zdjęcia z ulic miasta.