Czytam sobie książki

sobota, 2 czerwca 2012

Francuska oberża – Julia Stagg

Paul i Lorna to młode angielskie małżeństwo. Pewnego dnia pod wpływem impulsu postanawiają rzucić wszystko i przenieść się do małego miasteczka we Francji by  tam w pięknych okolicznościach przyrody prowadzić własną oberżę. Sprzedają wszystko i ruszają na podbój Pirenejów. Na miejscu okazuje się, że wymarzona oberża jest w opłakanym stanie. Bród, smród i ubóstwo. Po chwilowym załamaniu biorą się jednak za pracę z nadzieją, ze wszystko będzie dobrze. Niestety nic nie idzie tak jak powinno. Miejscowi nie są zbyt przychylnie nastawieni do obcych. Prym w tym wiedzie sam mer miasteczka, który wykorzystując swoje stanowisko, postanawia pozbyć się intruzów. Na tle zmagań głównych bohaterów poznajemy również historie innych postaci z książki. Na szczęście bardzo szybko Paul i Laura zyskują sobie przychylność co poniektórych aby na koniec książki całą grupą stawić czoło merowi i jego zapędom na oberżę.
 Z reguły nie czytam powieści typu „moja cukiernia, Toskania, karczma, oberża i itp”. A jednak sięgnęłam z ciekawości żeby poznać zjawisko. Nie ma tu zawiłych zwrotów akcji i jak można się z tego typu opowieści domyślać, wszystko kończy się ogólnym happy endem. „Francuska oberża” to bardzo ciepła i sympatyczna literatura. Jeżeli ktoś jest fanem tego typu historii to z całą pewnością nie zawiedzie się. Ja natomiast wiem, że „moje rozlewiska i inne” to nie jest moja bajka.

czwartek, 31 maja 2012

Natalii 5 - Olga Rudnicka

Długo zastanawiałam się czy napisać tego posta. Przyznaję – nie skończyłam książki. W końcu pomyślałam: mój blog, moja książka. Mogę i chcę to napisać.
Próbowałam. Dawałam szansę. Przeczytałam 30% i wreszcie poddałam się. Straciłam cierpliwość. Po ładnym początku (zaryzykowałabym że w stylu Agaty Christie) czyli znalezieniu trupa w zamkniętym od środka pokoju, pojawia się 5 pyskatych sióstr. Przez 1/3 książki ciągnie się bez końca odszczekiwanie śledczemu (podobno zabawne). On zadaje pytania a one jedna przez drugą odszczekują mu się. To może być zabawne ale raz na jakiś czas i pod warunkiem, że są ku temu powody. Siostry zaczęły mnie tak denerwować że rzuciłam książkę w kąt.

niedziela, 27 maja 2012

Good night, Dżerzi – Janusz Głowacki


To miała być książka o Jerzym Kosińskim. Przynajmniej tak mi się wydawało. Postaci tragicznej i kontrowersyjnej. Mamy dwie a nawet trzy równoległe historie. Pierwsza to opowieść o polskim emigrancie Dżanuszu, który postanawia w Ameryce napisać scenariusz do filmu o Jerzym Kosińskim. Druga to bardzo krótki wycinek z życia Kosińskiego w Ameryce. Właściwie to krótka historia znajomości z rosyjską emigrantką – Maszą. Trzecia (i moim zdaniem najbardziej spójna) to opowieść i historia samej Maszy. Przyznaję, że fascynację Jerzym Kosińskim mam dawno za sobą ale spodziewałam się dużo więcej po tej książce. Wszystkiego w tej książce jest po trochu. Trochę Dżanusza, trochę Kosińskiego i trochę Ameryki. Sam Kosiński przedstawiony jest jako dewiant z problemami egzystencjalnymi. Owszem, była to postać kontrowersyjna ale po autorze spodziewałam się zajrzenia trochę w duszę Kosińskiego. Nic z tego. Nie wiem czy jest to lektura dla tych, którym postać Jerzego Kosińskiego jest znana. Mam wrażenie, że nie. Może gdybym nic nie wiedziała o autorze słynnego „Malowanego ptaka”… może wtedy książka Janusza Głowackiego zasiała by u mnie ziarno ciekawości. To chyba prędzej.

sobota, 26 maja 2012

Powrót Nauczyciela Tańca – Henning Mankell


Gdzieś na odludziu, w lesie mieszka Herbert Molin. Samotnik, który pragnie tylko świętego spokoju a czas zabija codziennym układaniem puzzli i pląsaniem po domu tango. I oto pewnego dnia zostaje on w okrutny sposób zamordowany. Obrażenia wskazują, że morderca pofatygował się tu specjalnie dla Molina. To musiała być zemsta. Tylko za co? Tymczasem gdzieś daleko, policjant Stefan Lindman – główny bohater książki – dowiaduje się, że ma nowotwór. Postanawia wykorzystać czas, przed podjęciem chemioterapii, na samotny urlop. Dociera do niego informacja o śmierci Herberta (pracowali kiedyś razem). Chce zająć głowę czymś innym niż własną chorobą więc wyrusza do miasteczka gdzie mieszkał Herbert żeby spróbować rozwikłać zagadkę okrutnego morderstwa. Na miejscu poznaje sympatycznego śledczego o imieniu Giuseppe i niejako zostaje dopuszczony do śledztwa. Wkrótce wychodzą na jaw sekrety z życia ofiary. Kim był i czym się zajmował i dlaczego uciekł przed światem na to odludzie. Teraz pozostaje już tylko znaleźć mściciela. Tematyka bardzo interesująca i dlatego liczyłam na więcej. A było o czym pisać. Niestety okazało się, że esencji jest niewiele ale za to masa wątków, które i tak potraktowane zostały powierzchownie. Historia rozciągnięta do granic możliwości i stąd te 500 stron. Przeczytałam do końca ale nie mogę powiedzieć żebym nie mogła się oderwać. Mogłam i to wiele razy. I dochodzę do wniosku, że chyba skandynawskie kryminały nie są dla mnie. Jak już wybieram sensację to chcę żeby na każdej stronie coś się działo (tak jak było w przypadku Millenium, którym się zachwyciłam). Tymczasem w kolejnym kryminale z północy śledczy są na jakiś zwooolniooonyyych ooobroootaaach i wszystko ciągnie się jak flaki z olejem.

wtorek, 22 maja 2012

Czarownice z Salem Falls – Jodie Picoult





Kolejna książka Jodie Picoult poruszająca trudny temat. Tym razem pisarka opowiada nam historię zgubnej fascynacji grupki nastolatek przystojnym nauczycielem. Jack jest trzydziestoletnim przystojnym mężczyzną. Poznajemy go gdy opuszcza więzienie po odbyciu kary za molestowanie swojej uczennicy. Jack postanawia zacząć wszystko od początku w nowym miejscu – trafia do małego miasteczka Salem Falls i podejmuje się zajęcia pomywacza w niedużym barze. Od samego początku wpada w oko (i z wzajemnością) właścicielce baru – Addie. Niestety wkrótce Jack wpada też w oko miejscowej siedemnastoletniej „gwieździe liceum” - Gilliam. Gdy Jack w zdecydowany sposób odrzuca amory nastolatki, ta postanawia się zemścić. Jak na złość w tym samym czasie roznosi się wieść o tym, że Jack był skazany. Mężczyzna ma pecha i po raz drugi zostaje oskarżony, tym razem już za gwałt. Zaprzecza wszystkiemu i twierdzi, że teraz, jak i wtedy nic złego nie zrobił. Dla Addie to cios, tym bardziej że w dzieciństwie została zgwałcona przez grupę kolegów ze szkoły. Ciężko jej uwierzyć w niewinność Jacka. Zaczyna wątpić w jego uczciwość. Jak wygrać ze zmową piekielnych nastolatek i żądnymi zemsty mieszkańcami miasteczka?
 Nie jest to na pewno najlepsza powieść Jodie Picoult. Początek był dla mnie rewelacyjny – napięcie i oczekiwanie na dramat. Potem miałam wrażenie, że napięcie siadło i oczekiwałam jeszcze jakiegoś bum na koniec. Nic takiego się niestety się nie wydarzyło a mogło biorąc pod uwagę to czego dowiadujemy się na ostatnich kartach powieści. Mimo wszystko to były miło spędzone wieczory w towarzystwie Jodie Picoult.

środa, 16 maja 2012

Nowe Przygody Mikołajka - René Goscinny, J. J. Sempé - Audiobook - czytają: Jerzy Stuhr i Maciej Stuhr


To jest po prostu „FAN-TAS-TY-CZNE” (jakby powiedział główny bohater). Nie wiem czy przy książce czytanej zaśmiewałabym się w głos ale słuchając tego audiobooka dosłownie płakałam ze śmiechu. Mamy tu 80 historyjek z życia Mikołajka. Mikołajek chodzi do szkoły i ma 6-10 lat (tak jego wiek określił w jednym z wywiadów sam autor). Ma kochających, nie pozbawionych wad, rodziców i bardzo charakterystycznych przyjaciół w postaci kilku kumpli z klasy. Razem odkrywają uroki otaczającego świata lat 50-tych np. pierwszy telewizor w domu lub podłączenie telefonu (opowieść o telefonie przyprawiła mnie o spazmy śmiechu).
Momenty, w których Maciej Stuhr udaje rozkapryszoną dziewczynkę… tego nie da się opisać :) Mikołajek to niezły gagatek ale ja chyba stałam się fanką jego ojca i większości dorosłych postaci tej książki. Co za modele! Choć z drugiej strony, jak się tak zastanowić - na co dzień my chyba też często podobnie się zachowujemy. No ale jak się słucha o przywarach innych to jest fajniej. Czyż nie? :)

poniedziałek, 14 maja 2012

Listy na wyczerpanym papierze – Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora


Od dawna marzyłam o tej książce bo twórczość Pana Przybory uwielbiam nad życie. W swojej naiwności myślałam, że to po prostu „listy Osieckiej i Przybory w próżnię”. Listy przepiękne. Co za język! Jaka inteligencja! Coś wspaniałego! Teraz już wiem kto był inspiracją kilku piosenek z Kabaretu Starszych Panów. Była nią Agnieszka Osiecka. On miał żonę i dziecko. Ona była młodsza od niego o dwadzieścia lat.
 Ja nie wiem gdzie ja się chowałam - nie wiedziałam, że ta para miała romans. W rzeczywistości stałam się świadkiem dwuletniej miłosnej korespondencji. I nie powiem, żebym z tym czuła się dobrze. Mam mieszane uczucia. Teksty Agnieszki Osieckiej są piękne. Za samą autorką, jako człowiekiem, nigdy nie przepadałam a po lekturze tylko utwierdziłam się w tym. W przypadku Jeremiego Przybory, na moim obrazie idola powstały rysy. I nie podoba mi się to. Pomijając nawet moje osobiste widzimisię – mam mieszane uczucia co do upubliczniania tak intymnej korespondencji kogokolwiek. Może po prostu za wcześnie? Najzwyczajniej w świecie jestem rozdarta w odczuciach.