Czytam sobie książki
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leonard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leonard. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 maja 2013

Nowe oblicze Greya – Erika Leonard




I to już koniec. Tom III trylogii o Anastasii i Christianie Greyu. Niestety pojawiła się tendencja schyłkowa. Ostatni tom nie jest już tak „dramatyczny” jak dwa poprzednie. Po zakończeniu drugiego już niespecjalnie spieszyło mi się do sięgnięcia po kolejne losy pary bohaterów ale musiałam dokończyć, skoro na półce stała już świeżo zakupiona książka. Zabrakło „dramatycznych” kłótni, rozstań i dylematów „czy być ze sobą czy nie”. Tom III to już ociekający miodem harlequin. No trudno się mówi. Niemniej jednak miło mi było poznać „niezrównoważonego” Christiana Greya a autorce dziękuję za wyciągnięcie mnie z zimowego marazmu. Do zobaczenia w kinach! :)

Ciemniejsza strona Greya – Erika Leonard


Tom II dziwnego związku młodziutkiej Anastasii i szalonego Greya. Oboje wiedzą już, że szaleją za sobą i nie mogą bez siebie żyć. W drugiej części trylogii pojawia się wątek sensacyjny – ktoś czyha na życie ukochanej Greya. Grey poruszy niebo i ziemię, żeby zapewnić swojej wybrance bezpieczeństwo a ten kto wejdzie mu w drogę marnie skończy :) 

A ja nadal bawię się bardzo dobrze przy książce i Panu Greyu :)



50 twarzy Greya – Erika Leonard



Nieśmiała Anastasia Steele poznaje szalenie przystojnego i bardzo władczego Christiana Greya. Ten, nie wiedzieć czemu natychmiast, postanawia zdobyć na własność tę zakompleksioną pannę. Proponuje jej pewien układ. Zauroczona Greyem dziewczyna zgadza się… a potem to już tylko sodoma i gomora :)
 Na temat tej książki napisano już chyba wszystko. Wylano przy tej okazji chyba wszystkie pomyje świata na autorkę i jej „dzieło”. A ja powiem tak: nie przesadzajmy. To miała być rozrywka i rozrywką jest! Lekka (wręcz leciutka), łatwa i przyjemna. Ja czytając książkę bawiłam się świetnie. Nie dość, że się ubawiłam to przyznaję, że mnie też udzieliło się lekkie zauroczenie panem Greyem. Nie sięgnęłam bym po nią sama i przyznaję, że wyśmiewałam jak większość. Dostałam w prezencie więc postanowiłam zajrzeć do środka. A tu miła niespodzianka – okazało się, że to tej paskudnej zimie tego było mi trzeba. A że „styl fatalny”, a to „wewnętrzna Bogini”, a że „przygryzanie wargi” i „rozpadanie się na milion kawałków”…. oj tam, oj tam – gorszy styl i głupoty czytam w codziennej „poważnej” prasie.