Czytam sobie książki

poniedziałek, 16 września 2013

Żona Sułtana – Jane Johnson

Rok 1677. Młoda Angielka (Alys) zostaje porwana przez korsarzy a następnie sprzedana. Trafia do Maroka, do haremu okrutnego sułtana Mulaja Ismaila. Z jednej strony ma szczęście, bo staje się ulubienicą sułtana. Z drugiej strony pozyskuje wielkiego wroga w postaci pierwszej żony sułtana – Zidany. Od tej pory jej życie wisi na włosku. Narratorem opowieści jest niewolnik Nus-Nus. Inteligentny, wykształcony Nus-Nus zakochuje się w Alys. Teraz musi myśleć za dwoje, żeby przeżyć na dworze szalonego Ismaila.
 Nigdy nie czytałam tego typu powieści, ale darowanemu koniowi jak to mówią….. Darczyńca był z siebie bardzo zadowolony, więc postanowiłam przeczytać. Już na początku uderzyła mnie mnogość okrutnych opisów. Miałam wrażenie, że opowieść składa się głównie ze szczegółowych opisów jak można torturować człowieka i inne istoty żywe. Z jednej strony mamy przed oczami przepych i niewyobrażalne bogactwo, z drugiej wąskie uliczki starego miasta a w nich brud, smród i ubóstwo. Mnogość obrazów, mnogość kolorów, mnogość doznań. Wiedziałam o czym czytam bo byłam i widziałam na własne oczy ale nigdy fanką krajów arabskich nie zostanę. Nie moja bajka. Gdybym nie widziała na własne oczy, pewnie rzuciłabym książkę już na początku. Przeczytałam nawet szybko a to chyba dowód na to, że książka nie jest zła, ale nawet dla mnie (amatorki wszelkiej maści thrillerów) opisy okrucieństw zawartych w tej opowieści, są koszmarne.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Trochę większy poniedziałek – Katarzyna Grochola


Bardzo lubię Katarzynę Grocholę, więc musiałam mieć jej kolejną książkę. Na początku poczułam wielkie rozczarowane, że to tylko felietony. Liczyłam na powieść. No cóż, mówi się trudno. Niestety z każdym kolejnym opowiadaniem, utwierdzałam się w przekonaniu, że to najsłabsza pozycja autorki, jaką czytałam. Główna bohaterka dzielnie zmaga się z trudami dnia codziennego (swojego jak i swoich najbliższych). Walczy, pomaga, pociesza a przede wszystkim nieznośnie moralizuje. Moralizuje niczym Paulo Coelho. Dla mnie rzecz nie do zniesienia.

wtorek, 9 lipca 2013

Wielbiciel – Charlotte Link


Leona Dorn jest piękną, zadbaną i atrakcyjną kobietą. Prowadzi stabilne życie małżeńskie. Pewnego dnia u jej stóp ląduje ciało samobójczyni. To właśnie na rękach Leony daje ostatnie tchnienie młoda kobieta, która wyskoczyła z okna kamienicy. To Leona słyszy ostatnie słowa kobiety: „wreszcie mu się udało” i w ten sposób zostaje wciągnięta w sprawy zupełnie obcych sobie ludzi. Poznaje najbliższe osoby nieboszczki: namolną sąsiadkę Lidię, kochanego i uroczego brata a także bardzo atrakcyjnego byłego męża kobiety. Tymczasem mąż Leony odchodzi od niej do innej kobiety. Może, dlatego Leona tak szybko zakochuje się w zauroczonym nią jednym z nowopoznanych mężczyzn. Bardzo szybko okazuje się jednak, że mężczyzna kocha „za bardzo”.
Napiszę tak: nie tego się spodziewałam. Zabrakło mi niespodzianek i zwrotów akcji.  Wiemy kim jest tytułowy wielbiciel i wiemy, że jest niebezpieczny. Na końcu książki nie czeka nas niespodzianka w postaci skierowania podejrzeń na kogoś innego. Nic  z tych rzeczy. Problem polega tylko na tym, czy Leonie uda się przeżyć.
„Najnowsza” książka wcale nie jest najnowsza. W Niemczech wydana została kilkanaście lat temu! Wielbiciel został napisany jeszcze przed słynnym „Domem sióstr”. Może, dlatego książka mnie nie zachwyciła? Może to były „pierwsze koty za płoty”? Może, może… Lubię Charlotte Link, więc miłosiernie wybaczam jej tę książkę (tym bardziej, że wcale nie jest taka zła).

wtorek, 25 czerwca 2013

Echo winy – Charlotte Link

Livia i Nathan Moore są w trakcie podróży dookoła świata. Żeglują od portu do portu jachtem kupionym za sprzedany dorobek całego życia. Utrzymują się z prac dorywczych w portach, które odwiedzają. Na wysokości szkockiej wyspy Skye, jacht zostaje staranowany przez duży statek. Rozbitków ratuje straż przybrzeżna. Nie mając gdzie się podziać trafiają do swoich ostatnich pracodawców – Frederica i Virginii Quentin. Frederic nie ufa Nathanowi, za to jego żona jest mężczyzną wyraźnie zafascynowana. Gościnne małżeństwo postanawia udostępnić rozbitkom swój dom na wyspie, ponieważ i tak wracają już do posiadłości w Norfolk. Po przybyciu do Norfolk rodzina wraca do swoich spraw jednak ich spokój burzy przybycie Nathana. Okazuje się, że rozbitkowie przyjechali za swoimi wybawcami do Norfolk. W tym samym czasie w mieście ginie mała dziewczynka a wkrótce potem druga. A już wkrótce okazuje się, że Nathan nie jest tym za kogo się podaje.
 Zapewniam, że nie streściłam książki. To zaledwie początek tego psychologicznego dramatu. Tak właśnie, bo dla mnie książki Charlotte Link są psychologicznymi dramatami z thrillerem w tle. Myślę sobie, że wątki sensacyjne mają tutaj zdecydowanie mniejsze znaczenie. Najważniejsze dla autorki są postaci. Charlotte Link jest dla mnie mistrzynią budowania kreacji. W książkach Link jak ktoś ma depresję to masz ochotę go przytulić a jeśli ktoś jest zimnym draniem to czytając o nim oglądasz się za siebie. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych pisarek (a jest ich zaledwie kilka). Zaczęłam od „Domu sióstr” i wpadłam na amen. Na dodatek aktywnie działa w organizacji ochrony zwierząt PETA. I jak jej nie kochać?
ps. 3 lipca premiera III wydania tego tytułu, ze zdecydowanie lepszą okładką (uwielbiam okładki). Szkoda, że w księgarniach stoi tyle gniotów. Okładka mojego egzemplarza niestety też należy do tych idiotycznych.

Zamieć śnieżna i woń migdałów – Camilla Lackberg


A jednak! Jednak wróciłam do Fjallbacki. Może nie dokładnie do samej Fjallbacki ale na położoną nieopodal małą wyspę Valon. To tutaj, na odciętej z powodu śnieżycy i skutego lodem morza, wyspie rozgrywa się dramat kolejnej książki Camilli Lackberg. Grupa ludzi odcięta od świata a w środku nieboszczyk. Martin Mohlin dostaje zaproszenie od swojej przyjaciółki do spędzenia z nią i jej rodziną świąt. Nie jest specjalnie zachwycony, ale trudno mu odmówić zapatrzonej w niego kobiecie. Już na samym początku Martin szybko orientuje się w sytuacji – bogaty zniedołężniały nestor rodu a wokół rodzina sępów (inaczej mówiąc darmozjadów) nienawidzących siebie nawzajem. I jak przystało na klasykę gatunku już podczas pierwszej kolacji senior pada trupem. Wokoło zaspy śniegu, morze skute lodem, zerwane połączenia i grupa ludzi, wśród których jest morderca.
 Klimat jak z powieści Agathy Christie? Otóż to! To nie jest zbieg okoliczności. Autorka zafascynowana prozą Agathy Christie też spróbowała zmierzyć się z atmosferą w rodzaju „wszyscy jesteśmy podejrzani”. Czy jej wyszło? Mimo mojej sympatii dla autorki niestety na kolana mnie nie rzuciło. Za bardzo kojarzyło mi się z „Dziesięcioma murzynkami” Agathy Christie a drugiej strony było o wiele słabsze.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Fabrykantka aniołków – Camilla Lackberg


Ostatni tom cyklu o Patriku, Erice i mieście Fjallbacka. Właściwie Patrik, Erika, Fjallbacka i inni stali bohaterowie serii są tak naprawdę tłem na nowych postaci w każdej książce. W Fabrykantce aniołków poznajemy Ebbę i jej męża Martena. Małżeństwo zjawia się na wyspie Valo, by wyremontować dom rodziców Ebby i otworzyć w nim pensjonat. Sprawy przybierają dramatyczny obrót – ktoś chce wystraszyć parę a może nawet zabić. Czy ma to związek ze sprawą z przed lat? W 1974 roku cała rodzinna Ebby zniknęła z wyspy w jedno popołudnie. Na tej małej wyspie kilka osób po prostu wyparowało jak kamfora. Została tylko zapłakana mała Ebba, którą zaopiekował się miejscowy policjant. Jednocześnie cofamy się do roku 1908 i jesteśmy świadkami aresztowania kobiety, którą ówczesna prasa okrzyknęła fabrykantką aniołków. Kobieta brała pod opiekę małe dzieci, które po jakimś czasie znikały….. Łatwo się domyślić skąd ten makabryczny przydomek….
 Jak zwykle u Camilli wszystkie wątki pięknie się ze sobą splatają, tajemnica goni tajemnicę a wszystko to w łatwym, ale zgrabnym stylu.
 Szkoda, że to już ostatni tom. I choć przyznaję, że byłam już trochę zmęczona Fjallbacką, to teraz gdy dotarło do mnie, że to już koniec, czuję syndrom odstawienia. Sagę o fjallbace dawkowałam sobie z premedytacją powoli. Gdybym czytała jedną książkę po drugiej, myślę, że szybko by mnie znudziła. Starałam się, jednak co miesiąc zaglądać do Fjallbacki. I to był dobry pomysł. Podsumowując – to była czysta przyjemność, dziękuję.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Miasto utrapienia – Jerzy Pilch

Miasto utrapienia to zbiór opowieści z życia głównego bohatera Patryka ale nie tylko. Głównym trzonem książki jest wątek o niezwykłym darze głównego bohatera. Patryk słyszy cyfry wybijane na klawiaturach bankomatów. Facet ma dar i nie waha się go użyć. Przeniesiemy się do krainy absurdalnego żartu rodem z krainy wojaka Szwejka. Komizm sytuacyjny i przezabawne cytaty wynagrodzą czytelnikowi brak akcji i czynnika łączącego oderwane ze sobą opowieści. Autor bawi nas celnymi i inteligentnymi obserwacjami ludzkich zachowań. W każdym z bohaterów Pilcha można odnaleźć trochę siebie (oczywiście, jeśli ma się do siebie dystans). Jak można nie uśmiechnąć się poznając np. Konstancję Wybryk lub kompanię rezolutnego dziadka Nepomucena.
 Jestem pod wielkim urokiem autora. Uwielbiam takie poczucie humoru. Uwielbiam takie błyskotliwe dialogi. Dla samych dialogów jestem gotowa czytać książki Pilcha. Zdecydowanie dołączył do moich ulubionych pisarzy.