Czytam sobie książki

sobota, 26 stycznia 2013

Wakacje mają smak wiśni – Antonina Kostrzewa


Ebook. Marcelina właśnie została magistrem. Jest zaręczona z Tomkiem. Młodzi planują jesienią ślub a wkrótce po tym, Marcelina ma podjąć dobrze płatną pracę u swojego przyszłego teścia. Tymczasem Tomek wyprawia huczną imprezę z okazji „magistra” swojej dziewczyny. Wszyscy bawią się wyśmienicie do tego stopnia, że nad ranem Marcelina znajduje Tomka w łóżku… ze swoją przyjaciółką Dorotą. Po wysłuchaniu podręcznikowego „to nie tak jak myślisz”, Marcelina ląduje ze swoimi ciuchami kątem u pary przyjaciół – Ani i Wojtka.  Poza poczuciem straty i czarnymi wizjami przyszłości jest jeszcze jeden problem – zaplanowane i opłacone wspólne wakacje wraz ze znajomymi. Ania przekonuje Marcelinę, że musi jechać i koniec kropka (licząc na to, że Tomek będzie na tyle przyzwoity, że zrezygnuje). Nic z tego – Tomek zjawia się na lotnisku z wtuloną w niego Dorotą…
 Fajny pomysł. Samo życie. Liczyłam jednak zdecydowanie na dłuższą opowieść i bardziej złożone postaci, bo cała historia ma potencjał. Zakończenie miło mnie zaskoczyło. Liczę na ciąg dalszy.

sobota, 19 stycznia 2013

Mężczyzna, który się uśmiechał – Henning Mankell



Komisarz Kurt Wallander przebywa na zwolnieniu. Pogrążony jest w depresji po tym jak na służbie zabił człowieka. Zaczyna pić i rozważa odejście z policji. Pewnego dnia odzywa się do niego Sten Torstensson. Znany prawnik, właśnie stracił ojca, z którym prowadził kancelarię adwokacką. Mężczyzna nie wierzy w teorię o wypadku samochodowym. Jest przekonany, że ojca ktoś zamordował i a wypadek został upozorowany. Wallander nie jest przekonany jednak ziarno ciekawości już zostało zasiane. Gdy Torstentsson zostaje zastrzelony, Wallander już ma pewność – coś te sprawy z pewnością łączy. Postanawia wziąć się w garść, wrócić do pracy i zająć się właśnie tą sprawą. Trop prowadzi do olbrzymiej posiadłości z zamkiem, własności potentata finansowego i wielkiego filantropa. Żeby się tam dostać trzeba użyć fortelu. Komisarz postanawia mieć tam swojego człowieka.
 Moje drugie spotkanie z Henningiem Mankellem i niestety drugie rozczarowanie. Znowu oczekiwałam zwrotów akcji, wodzenia mnie za nos i wielu podejrzanych. Nic z tych rzeczy. Równie dobrze autor mógłby w pierwszym akapicie napisać kto i dlaczego zabił a potem opowiedzieć jak Wallander do tego doszedł. A i tak ten zabieg na nic by się zdał bo cała historia jest nudna i prosta jak drut. Nie wiem czy jest sens sięgać po inne pozycje autora. Książkę (tę, jak i poprzednią) dobrze mi się czytało. Sam pomysł również był dobry. Niestety zdecydowanie zbyt wielu rzeczy mi w nich brakuje żeby brnąć w Mankella dalej. Szkoda.

Dziesiąty krąg – Jodi Picoult


Trixie ma 14 lat, dwoje rodziców, zabawną przyjaciółkę i przystojnego chłopaka - Jasona. Ukochana córeczka tatusia, na pozór szczęśliwa nastolatka. Na pozór – bo po podniesieniu rękawów bluzki zobaczymy u niej blizny po samookaleczeniach. Okazuje się, że rodzice też zmagają się z własnymi demonami. Ojciec nosi w sobie ślady tragedii z dzieciństwa, które spędził na odległej Alasce a matka ma romans z młodszym mężczyzną. Trixie zostaje całkiem sama – ukochany chłopak właśnie z nią zerwał a ona nie może się z tym pogodzić. Razem z przyjaciółką postanawiają, że na najbliższej imprezie, Trixie będzie „bardzo rozrywkowa”, czym na pewno wzbudzi zazdrość w Jasonie. Nastolatka wraca do domu w podartym ubraniu. Twierdzi, że została zgwałcona. Chłopak natomiast twierdzi, że oboje tego chcieli.
 Jodi Picoult w swoich książkach zawsze porusza jakiś ciężki temat. I zawsze kończy się tak samo (przynajmniej w moim przypadku) – nie do końca jestem przekonana, kto w tej historii jest ofiarą a kto oprawcą. Skończyłam czytać i nadal mam mieszane uczucia. Ale to chyba dobrze. Wierzę w to, że Jodi Picoult chciała nas zostawić z mieszanymi uczuciami. Gdyby było inaczej, uznałabym że to najsłabsza książka pisarki, jaką przeczytałam do tej pory. I po raz kolejny przekonałam się, że oficjalne opisy książek nijak mają się do ich treści. Mowa tam o nadopiekuńczych rodzicach, ojcu mścicielu, wyprawie na Alaskę porównanej do dantejskiego piekła itp. Nie przesadzajmy.

sobota, 12 stycznia 2013

Klub Mefista – Tess Gerritsen

Thriller z dużą ilością krwi i masakrycznych opisów miejsc zbrodni. Gdyby komuś było mało to jeszcze autorka dorzuca szczegółowe opisy przeprowadzanych sekcji zwłok. Ale zacznijmy od początku. W książce mamy kilka wątków, które jak na rasowy thriller przystało w pewnym momencie splatają się ze sobą. W jednym z nich kochająca się rodzina z nastoletnią córką – Lilly, przygarnia osieroconego kuzyna. Problem w tym, że dziewczyna już od samego początku źle czuje się w towarzystwie kuzyna. Nie ufa mu. Wątek się urywa. Mija jakiś czas i znów spotykamy Lilly, która podróżuje po Europie pod przybranym nazwiskiem, stara się gubić swój trop. Panicznie się boi i ucieka przed czymś (lub przed kimś). Jest Boże Narodzenie. Policja znajduje zmasakrowane zwłoki. Wszystko wskazuje na okrutny rytualny mord. Śledztwo prowadzi Jane Rizolli przy współpracy z lekarką sądową Maurą Isles. Trop prowadzi do Klubu Mefista – tajnego stowarzyszenia zajmującego się „złem”. Członkowie klubu uparcie twierdzą, że oto mamy do czynienia z samym szatanem i jego demonami.
 To moja pierwsza przygoda z twórczością Tess Gerritsen. Lubię takie thrillery. Niestety książka rozczarowała mnie. Nie dane mi było poznać bliżej bohaterów – postaci są po prostu płaskie. A z drugiej strony mamy wątki wręcz idiotycznie wepchnięte do powieści (np. problemy rodziców pani detektyw). Nie dane mi poznać bliżej jednej z głównych bohaterek a serwuje mi się problemy małżeńskie jej rodziców? Zakończenie niestety też mocno… nijakie. A może wręcz przeciwnie – iście w stylu brazylijskiego serialu z tajemnica rodzinną w tle. Nie przekreślam jednak autorki bo zaciekawiła mnie. Sięgnę jeszcze po jakąś jej pozycję ale tym razem poszukam opinii innych czytelników.

czwartek, 10 stycznia 2013

Houston, mamy problem – Katarzyna Grochola




Głównym bohaterem książki jest trzydziestoletni Jeremiasz. Zdolny człowiek do niedawna w szczęśliwym związku z Martą i do niedawna dobrze zapowiadający się filmowiec. Obecnie samotny, rozgoryczony i bezrobotny, aczkolwiek zdolny operator filmowy. A wszystko to zawdzięcza swojemu niewyparzonemu językowi, wpierw wygarniając wszystkim wokół a potem dopiero zastanawiając się „czy ma rację”. Jeremiasz ma mamusię, która go karmi i opiera na dochodne. I choć on narzeka również i na to, to najwyraźniej jest mu z tym bardzo wygodnie. Jeremiasz ma kumpli, z którymi pije i dobrze się bawi. „Skrzywdzony przez wszystkich a głównie przez kobiety” Jeremiasz ma również przyjaciółkę lesbijkę, która pomaga mu spojrzeć trzeźwo na niektóre sprawy i uzmysłowić sobie, że być może to on gdzieś popełnia błąd.
 Pełno tu stereotypów. Zero zaskoczeń. Już na wstępie można przewidzieć jak cała historia się zakończy. Banał goni banał. A jednak czytało mi się wyśmienicie! Z „tego rodzaju literatury” toleruję najwyraźniej tylko Katarzynę Grocholę. I tak szczęśliwie się składa, że wręcz lubię i autorkę i jej powieści. I tym razem nie zawiodłam się. Zabawne i wzruszające. Tak, wzruszające! Nie pamiętam kiedy czytałam po nocy, obiecując sobie "jeszcze tylko do końca strony i idę spać". Z Katarzyną Grocholą nigdy mi się to nie udaje  - czytam aż padnę. No co tu dużo pisać... lubię babkę i tyle :-)

wtorek, 1 stycznia 2013

Kroniki wariata z kraju i ze świata – Wojciech Mann



Kroniki wariata to zbiór skeczy, dialogów i króciutkich opowiadań. Bohaterami tychże są m.in. mgr Czupurny, doktor Wycior, pan Henio, Gandalf, Żelazny Karzeł czy państwo Koźlikowie. Dla słuchaczy radiowej Trójki (a w niej audycji Nie Tylko dla Orłów) postaci te powinny być oczywiście dobrze znane. Pozostałych ostrzegam, że teksty mają absurdalne poczucie humoru i nie muszą każdemu przypaść do gustu. Już na początku doprowadził mnie do gromkiego śmiechu dialog młodego hrabiego Glawina ze swoim ojcem:

„- Ojcze, raz jeszcze Cię proszę, abyś nie zabijał mnie swoją troskliwością. Mam dwadzieścia lat i nie zniosę już ani dnia dłużej zachowania mojej bony, która w uciążliwy sposób dba o mnie już od dziecka.
- a cóż ci uczyniła poczciwa Anastazja?
- Ojcze, powołując się na twoje polecenie, uporczywie rozbiera mnie do snu. Popatrz tu – chyba widać, że mam dwadzieścia lat i…
- Synu, dwadzieścia lat to tak niewiele. Ja mam sześćdziesiąt trzy lata, a mój wierny Cyryl nadal mnie rozbiera do snu.
- Ojcze, ale Anastazja rozbiera mnie o najdziwniejszych porach, i to kilka razy dziennie. Ostatnio rozebrała mnie podczas polowania na odyńce. Wiem, jestem młody, ale czasem nie starcza mi sił na tak częste rozbieranie. Szczególnie, że Anastazja nigdy nie chce mnie potem ponownie ubrać, tylko leży i pali papierosy...”


Jednak moim ulubionym bohaterem kronik jest zdecydowanie Gandalf i jego doradztwo intymne, prowadzone na radiowej antenie. Równie zabawna co teksty jest w kronikach szata graficzna (w tym oryginalne zdjęcia z czasów PRL). Mikołaj wiedział co lubię i spisał się świetnie. Przezabawna książka. Mam nadzieję, że Wojciech Mann nie każe nam długo czekać na kolejną swoją książkę.